No i Święta się skończyły, a śnieg zrobił strajk. Stwierdził najwidoczniej, że pierdoli gwiazdkę, spadnie znowu na Wielkanoc. I jak ja bez śniegu sobie poradzę w sylwestra? Jak mnie grawitacja z przyczyn niewiadomych (ekhem... promile... ekhh....) złapie to zamiast w śnieg wpadnę w błoto... Tragedia. Jak tak można.
Co do samych świąt, to znowu przez nie trzeba będzie postanowienie noworoczne zrobić i spalić co się podczas świątecznego czyszczenia zapasów zebrało. Eh... bigos, tiramisu, karpatka... zguba.... xD Oczywiście można się tłumaczyć, że stwórca kocha mnie tak bardzo, że aż mnie powiększył, ale pytanie: "czy ktoś się an to złapie?"...
No więc kończę dywagację na temat świąt. Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz